Lecząca funkcja kontaktu w depresji

***

żyję nie widując gwiazd

mówię nie rozumiejąc słów

czekam nie licząc dni

aż ktoś przebije ten mur

Rafał Wojaczek

Powyższe słowa poety Rafała Wojaczka oddają pełnię depresyjnego przeżycia: samotności, niemocy, wycofania do bezczasu i odludzia. Doświadczenie depresji jest ogromnie obciążające i pozostawia w psychice chorego ślad jeszcze długo po ustaniu objawów. Wspomnienie siebie z „tamtego czasu”, kiedy nie starczało motywacji na najprostsze sprawy czy podstawowe czynności, smutek zalewał bez miary a udręczony umysł mechanicznie przetwarzał te same czarne myśli jest dla osoby, która wyzdrowiała wspomnieniem niemal z innego życia. Jednym z boleśniejszych elementów depresji jest niemożność połączenia się ze światem, chorego oddziela niewidzialna szyba, przez którą może świat oglądać, ale nie może go dotykać, przeżywać, smakować. Energia jest wycofana do wewnątrz i trawiona na przetwarzanie własnego cierpienia. Zadaniem terapeuty Gestalt w takiej sytuacji jest nieustanne i płynące z empatycznego serca nawiązywanie kontaktu. Bo kontakt jest leczący i tylko w kontakcie można wspierać poprawę funkcjonowania chorego. Tylko nawiązawszy kontakt można iść dalej, aby Klient mógł przeżywać, rozumieć, integrować swoje doświadczenia.

Równie ważne, jak nawiązanie kontaktu z terapeutą jest podtrzymywanie kontaktu z bliskimi. I tutaj często chory ma trudność z zainicjowaniem kontaktu, więc rolą bliskich jest odwiedzanie, rozmawianie, czasem tylko siedzenie razem na kanapie. Obecność drugiej osoby wpływa kojąco i pomaga choć na moment połączyć się z rzeczywistością poza chorobą. Jest też druga strona medalu – bliscy, którzy opiekują się osobą w depresji często doznają wypalenia i sami przechodzą kryzys. Stany emocjonalne są „zaraźliwe”, depresja kładzie się długim cieniem  na otoczenie, nie tylko na chorego. Jeśli czujemy, że nie radzimy sobie z przyjmowaniem trudnych emocji osoby w depresji i brakiem widocznej poprawy stanu zdrowia, to też zachęcam do sięgnięcia po pomoc. Może to być pomoc w gabinecie terapeuty, ale też budowanie swojej sieci wsparcia. Bo pomoc innym bywa trudna i kiedy są to nasi bliscy jest obciążona emocjami ponad miarę.

Warto wspomnieć, że również terapeuci doznają stanów depresyjnych. Jak w innych zawodach związanych z pomaganiem, tak i tutaj istnieje duże ryzyko wypalenia zawodowego, nadmiernego stresu i związanych z nim stanów wyczerpania emocjonalnego aż po depresję.

W sytuacji depresji klinicznej niemożliwe jest dla terapeuty kontynuowanie pracy z Klientami ponieważ upośledzona jest funkcja kontaktowania się z drugim człowiekiem, która leży u podstaw warsztatu terapeuty. Na szczęście nie każdy terapeuta zachoruje na depresję, ale gdyby spytać terapeutów, czy sami doświadczyli depresyjnych stanów, większość odpowie twierdząco. Ja również. I dodam przekornie: no i dobrze! Po co terapeucie stan depresyjny? I skąd się bierze u, z definicji, świadomych i zdrowych psychicznie osób? Tak, jak u każdego, może być wynikiem traumy, jednym z etapów żałoby, efektem doświadczania przewlekłego stresu i nadmiernych obciążeń. W pracy terapeutów obciążenia występują nader często, terapeuci towarzyszą Klientom w cierpieniu, wspierają używając własnych zasobów, przyjmują trudne tajemnice a czasem niestety muszą się zmierzyć z czyjąś samobójczą śmiercią. Jaka jest celowość doświadczenia stanu depresyjnego dla terapeutów? Tego swoistego emocjonalnego resetu, kiedy trudne przeżycia niejako spalają się w naszej psychice tworząc miejsce na coś nowego… Takie doświadczenie pozwala poszerzyć świadomość terapeuty i, już przeżyte, powinno być włączone do jego zasobów. Pozwala też lepiej rozumieć depresyjne doświadczenia innych i dzielić się własnym doświadczeniem. Dla Klienta, który często idealizuje terapeutę, informacja o tym, że „terapeuta też tak miał” może się okazać bardzo ważna poprzez poczucie, że nie jest w swoim doświadczeniu osamotniony.

Spojrzeliśmy więc na kontakt w depresji z trzech różnych perspektyw: chorującego, bliskich i terapeuty. Depresja może dotknąć każdego z nas i każdy może się znaleźć w sytuacji, kiedy będzie pomagał osobom w depresji. Pamiętajmy, że najważniejszym i podstawowym sposobem pomocy jest kontakt, rozpuszczenie twardego spoiwa muru, który odgradza od rzeczywistości, chęć zajrzenia poza ten mur, mimo lęku, że zobaczymy tam coś strasznego. Bo zawsze w głębi będzie na nas czekał Człowiek.

Figura Gestaltystki (cz.2)

Miło mi, że znowu się spotykamy.

Z poprzedniego artykułu pamiętasz pewnie, drogi Czytelniku, kilka ważnych dla pracy Gestaltystki motywów – kontakt, relację, emocje, doświadczanie. Może pamiętasz też, że terapia służy poszerzeniu świadomości a klient jest jedynym ekspertem od swojego życia. To ruszajmy dalej, w podróż po figurze Gestaltystki.

Ostatnim przystankiem było doświadczanie. Podzielę się tutaj pewnym wglądem z mojej własnej terapii – że doświadczania, przeżywania nie warto odkładać na później. Miałam taki pomysł, że w gabinecie, z moją terapeutką, zajmę się sprawą, która parę dni wcześniej bardzo mnie poruszyła. I co? Emocje nie wróciły, przeżycia nie udało się odtworzyć. A co się udało? Doświadczyć frustracji i przekonać się o tym, że życie odkładane „na inną okazję” po prostu ucieka, rozpływa się. Po tym doświadczeniu przyszła też refleksja o tym, jak ważne jest być w „tu i teraz”. Niby rozumiemy, że jesteśmy w teraźniejszości i już; że przeszłość nie wróci a przyszłość nadejdzie w swoim czasie. A jednak spędzamy dużo czasu błądząc myślami w jednym lub w drugim i niejako przegapiamy to, co się na bieżąco z nami i wokół nas dzieje. Uważność na bieżącą chwilę jest ważną umiejętnością, często musimy się jej uczyć w gabinecie od początku. Terapeuta będzie przypominał o byciu „tu i teraz” i zachęcał do refleksji nad swoim obecnym stanem, odczuwania żywych w danym momencie emocji. Również kiedy klient przywoła w gabinecie sytuację z przeszłości, terapeuta może się zadać pytanie, jakie tamta sytuacja ma znaczenie w chwili obecnej. Nasze dzieciństwa obfitują w przeżycia, które zapamiętaliśmy jako straszne, krzywdzące; pamiętamy przez lata, że mama nie pochwaliła nas wystarczająco po przedszkolnym przedstawieniu  a tato przez pomyłkę wyrzucił ukochanego pluszaka. Możemy pielęgnować w sobie te przeżycia, ale możemy też się zastanowić, na ile mają rzeczywisty wpływ na nasze obecne życie. W myśl tego, co pisał Jean-Paul Sartre: „Ważne jest nie to, co ze mną zrobiono, lecz to, co ja sam zrobiłem z tym, co ze mną zrobiono.” Jako dorośli mamy możliwość zintegrowania przeżyć z dzieciństwa i nadania im nowego znaczenia, z perspektywy „tu i teraz”.

Wrócę jeszcze do emocji a w szczególności do ich źródła. Do jakiego źródła? Do ciała. Emocje rodzą się w ciele, powstają z ruchu, z naszej energii. Nie można emocji przeżywać „bezcieleśnie” – jeśli upieramy się, że tak, to znaczy, że mówimy o myślach a nie o emocjach. Jeśli krzykniemy ze strachu, to poczujemy, że zadrapało nas w gardle, serce zabiło szybciej, być może oblała nas fala gorąca/zimna, zatrzęsły nam się ręce, itd… To wszystko odczucia płynące z ciała. Jako dzieci odbieramy rzeczywistość właśnie ciałem, zmysłami. Maluch, który zaczyna poznawać świat chce wszystko brać do rączek, wkładać do buzi, uderzać przedmiotem o ziemię, jednym o drugi. Na tym etapie życia nasza energia i emocje krążą swobodnie w ciele. Może i Wy znacie sprzeciw dziecka wyrażony napięciem mięśni, wyginaniem się w tył, wykręcaniem, odpychaniem. A może znacie również sytuację, w której dziecko jest głęboko zrelaksowane lub śpi i zupełnie „puszcza” wszystkie mięśnie, całym ciężarem poddaje się grawitacji a jego ciało jest miękkie całkowicie rozluźnione. To etap, kiedy nie ma jeszcze myślenia i cenzury swoich zachowań, ograniczania przepływu energii w ciele. Dopiero wraz z dorastaniem uczymy się podporządkowywać ciało władzy umysłu i norm społecznych a często zmuszamy się do zaniedbywania swojego ciała i odcinania od płynących z niego wrażeń. Gestaltystka wie, jak ważne jest zwrócenie uwagi klienta na jego ciało, zachęcenie do odbierania wrażeń płynących z ciała. Dlatego w gabinecie może prosić klienta żeby na przykład pogłębił ruch, który towarzyszy jakiemuś zdaniu lub skupił się na swoim oddechu. Może być też tak, że dopiero w gabinecie klient zorientuje się, że w ogóle odczuwa cokolwiek w ciele. Lata blokowania energii i ograniczania swoich naturalnych ruchów mogą skutkować zupełnym odcięciem się od ciała jako części nas samych i zaledwie „używaniem go” na co dzień. Bywa też tak, że zaniedbywane latami wewnętrzne konflikty i zbolałe od ciągłego napinania się mięśnie, dają znać o sobie w postaci choroby. Pewnie znacie z własnego doświadczenia lub ze słyszenia historie chorób, których żaden lekarz nie potrafił całkowicie wyleczyć – bóle mięśni, żołądka, głowy, nudności, itp… Mogą to być objawy wypartego cierpienia psychicznego, które wyleczyć można w procesie psychoterapii. Nie twierdzę, że psychoterapią można zastąpić medycynę. Ale głęboko wierzę w to, że zajmując się sobą i przyczyną bólu, dla którego nie ma wytłumaczenia medycznego możemy znacznie poprawić jakość życia i świadomie dbać o siebie. Dalsze rozważania o roli pracy z ciałem zostawię na osobny artykuł.

Dzisiaj opowiedziałam o roli uważności na „tu i teraz”, o emocjach i o ciele. Aspekty formalne i powinności oraz prawa terapeuty następnym razem. Nie mogłam sobie odmówić pisania o tym, co w tym momencie było dla mnie ważne.

cdn…

Agata Teixeira de Sousa